
Pruska Iława, noc z 7/8 lutego 1807 r.
Podobnie jak tysiące rówieśników, dwudziestoletni Serge Martin nie uniknął powszechnego poboru i w 1806 r. wyciągnięto go z rodzinnej wioski niedaleko Tuluzy, wcielając do francuskiej armii. Dołączono go do grupy rekrutów zebranych z całej okolicy i wraz z nimi został wysłany do obozu szkoleniowego zlokalizowanego w sąsiednim departamencie. Tam poddano ich intensywnemu treningowi, gdzie pospiesznie starano się zrobić z nich żołnierzy, ucząc strzelania, walki na bagnety, regulaminów, sygnałów dźwiękowych, a nade wszystko, sprawnego wykonywania rozkazów, współdziałania, atakowania i obrony w szyku oraz umiejętności tworzenia i zmiany niezliczonej liczby formacji. Przez cały czas instruktorzy głośno narzekali, że mają zbyt mało czasu na nauczenie ich tego wszystkiego w tak krótkim czasie, a co ich zdaniem było niezbędne, aby w przyszłości przeżyli na polu bitwy. Nie dało się zaprzeczyć, ilość umiejętności i informacji jakie musieli opanować była przytłaczająca, a Serge nie przypominał sobie, żeby przyswoił tyle wiedzy przez cały okres edukacji w wiejskiej szkole, do której jako dziecko musiał obowiązkowo uczęszczać. Na swoje szczęście, dzięki pracy w gospodarstwie rodziców był w niezłej formie fizycznej, dzięki czemu bez problemu wytrzymywał codzienne treningi i długie marsze. Gdy na jesieni 1806 r. zakończyli szkolenie, wysłano ich w ślad za francuską armią, która pod wodzą Napoleona ruszyła na wojnę z Prusami.
Cesarza uwielbiał jak większość młodych Francuzów: za pokój wewnętrzny, za przyznane prawa i swobody, za ostateczne zniszczenie ancien regime, zakończenie rewolucyjnego terroru i chaosu, przepędzenie starych królewskich wyzyskiwaczy oraz za rozbicie wrogów zewnętrznych, którzy próbowali im to wszystko odebrać. To prawda, kraj zmuszony był toczyć nieustanne wojny w obronie nowego porządku, ale mimo kosztów i ogromnych strat, walka pod napoleońskimi orłami wydawała się dawać zwykłym ludziom niepowtarzalną szansę zdobycia bogactw, awansu w wojsku, za którym stał awans społeczny, otwierała drogę do zaszczytów na jakie synowie zwykłych rolników, sklepikarzy, rzemieślników nie mogli normalnie liczyć. Jednocześnie zdawał sobie sprawę, że ceną za chwałę jednych było nieszczęście drugich: rolnicze tereny z których pochodził wysyłały wielkie liczby rekrutów, lecz wielu z nich nigdy nie wracało lub wracało z ciężkimi ranami. Z tego powodu nie zgłosił się do wojska dobrowolnie, tym bardziej, że wojny toczone były obecnie daleko od francuskich granic. Jednakże, gdy został oficjalnie wylosowany jako rekrut, nie zamierzał niszczyć swojego życia dezercją lub rujnować rodziny kosztownymi zabiegami mającymi uwolnić go od służby i dał się wciągnąć we francuską machinę wojenną.
W drodze na wschód dotarły do nich wieści o wielkim zwycięstwie Napoleona w Bitwie pod Jeną, w której miał podobno całkowicie rozbić pruskie wojska. Rekruci głośno narzekali na brak możliwości wzięcia udziału w tym chwalebnym wyczynie i z ulgą przyjęli rozkazy, zgodnie z którymi nadal mieli dołączyć do armii, która ścigała wroga na wschodnich rubieżach tego niemieckiego kraju.
Od tego momentu zaczęły ich jednak dopadać realia żołnierskiego życia, o których Serge nigdy wcześniej nie myślał i nie potrafił sobie nawet wyobrazić. Im dalej na wschód zmierzali, tym bardziej spadała gęstość zaludnienia i okolica przestawała przypominać jego ojczyste strony, stając się coraz biedniejsza i coraz bardziej opustoszała. Pogoda ulegała stopniowemu załamaniu, przybierając skrajne formy jakich wcześniej nie doświadczył: temperatura drastycznie spadała z każdym dniem, pojawiły się ulewy oraz śnieg, którego nie widział dotąd w takich ilościach.
Marnej jakości trakty zamieniały się w rzeki błota, przez które przedzierali się w wyniszczającym chłodzie, przed którym nie potrafił ochronić ani przydzielony mu regulaminowy płaszcz ani rozpalane na noc ogniska. Mizeria mijanych miast i wsi wywołała poważne braki w zaopatrzeniu: już w krajach niemieckich pojawiły się problemy ze zdobyciem i zakupem podstawowych produktów przez oficerów odpowiedzialnych za logistykę, a po przekroczeniu Odry i Wisły sytuacja stała się dramatyczna, gdyż poprzedzające ich francuskie i rosyjskie wojska ogołociły trasę swojego przemarszu z wszystkiego co nadawało się do jedzenia. Głód byłby w stanie znieść, w domu nie zawsze się przelewało, ale w połączeniu z dojmującym zimnem stawał się nie do zniesienia. Początkowe uniesienie ustąpiło więc miejsca powszechnej frustracji. Warunki dokuczył im do tego stopnia, iż pojawiły się przypadki dezercji, mimo powtarzanych im nieustannie gróźb o drakońskich karach jakie czekały na tych, którzy dopuszczą się tego przestępstwa.
Po jakimś czasie wreszcie udało im się dogonić główne siły, które jednak w niczym nie przypominały dumnej armii o której tyle słyszał i która jeszcze niedawno rozgromiła Prusaków. Na pewno wrażenie zrobiła na nim sama liczebność francuskich sił, które musiały składać się z dziesiątek tysięcy żołnierzy. Z podziwem patrzył na porządek w jakim poruszali się piechurzy, na tysiące kawalerzystów, gigantyczne ilości wozów zaopatrzeniowych i setki armat ciągniętych przez śniegi. Jednakże te ogromne masy żołnierzy wyglądały na zmęczonych głodem, zimnem i stratami bojowymi, które ponosili każdego dnia. Na miejscu czekała też na niego niemiła niespodzianka: okazało się, że w papierach wpisano mu adnotację o niskim wzroście i dobrych wynikach w strzelaniu, w związku z czym dostał przydział do 16 Pułku Lekkiej Piechoty – pozostali rekruci zostali skierowani głównie do 14 Pułku Piechoty Liniowej, w związku z czym rozdzielono go ze wszystkimi, których dotąd poznał w wojsku. Nie mogąc nic na to poradzić, po wydaniu sprzętu niezwłocznie dołączył do swojej jednostki. Wraz z nowymi towarzyszami broni mijał kolejne miasta i wioski, których nazw nie dało się wymówić, zmierzając na wschodnie kresy państwa pruskiego. Wytłumaczono mu też, że ścigają wycofujących się Rosjan. Rosjan! Serge zastanawiał się kim w ogóle są ci ludzie i co tutaj robili. Przecież Francja wyruszyła na wojnę z Prusami, a w jakiś sposób skończyli na rubieżach Europy, ścigając tych Azjatów, którzy postanowili bronić despotycznych pruskich władców.
Kolejne dni przyniosły mu pierwsze doświadczenie bojowe. Podczas jakiejś potyczki widział i słyszał wystrzały z broni palnej i artylerii, przeszedł przez pole zasłane armatnimi kulami oraz pociskami z muszkietów, a także kierowany przez werble, trąbki i twarde głosy oficerów i podoficerów wykonał wiele manewrów na szczeblu kompanii, batalionu i całego pułku. Raz zdarzyło mu się nawet wystrzelić ze swojego muszkietu, gdy wskazano im jakiś las w kierunku którego mieli oddać salwę. Pierwszy raz zobaczył też jaka jest cena tych wszystkich zwycięstw o których tyle słyszał, z przerażeniem patrząc na zabitych i rannych żołnierzy, będących ofiarami armat, broni palnej, szabel oraz lanc.